|
Nauczyciel
dobry i przyjaciel
ks. prof. Józef Swastek
Przed dwudziestu laty (tekst powstał pięć lat temu -
Redakcja) Bytom w sposób manifestacyjny pożegnał
wielkiego syna Ziemi Śląskiej - księdza prałata prof.
dra hab. Wacława Schenka, proboszcza najstarszej parafii
bytomskiej pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej
Maryi Panny. Był on następcą - w tej parafii - dwóch
wybitnych i utalentowanych pasterzy i działaczy
społecznych: ks. Józefa Szafranka (1840-1874) i ks.
Norberta Bonczyka (1874-1893).
Ks. Prałat Wacław Schenk potrafił w zadziwiający sposób
łączyć pracę duszpasterską z naukową; praca naukowa
uskrzydlała jego posługę duszpasterską i była przyczyną
jego wielu inicjatyw pastoralnych. Od roku 1956 pełnił
on obowiązki profesora liturgiki w Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim, od 1970 r. był także profesorem
Papieskiego Wydziału Teologicznego w Krakowie, od 1970
r. wykładał duszpasterstwo liturgiczne na Papieskim
Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, a od 1976 r.
prowadził wykłady z liturgiki w Wyższym Seminarium
Duchownym Śląska Opolskiego w Nysie-Opolu i Instytutu
Pastoralnego w Opolu.
Należał do tych profesorów, których słucha się z
zapartym tchem. Do wykładów był zawsze dobrze
przygotowany. Duże doświadczenie pastoralne miało bardzo
korzystny wpływ na odbiór jego wykładów, zawsze bardzo
żywych, interesujących, nierzadko okraszanych
przykładami z codziennego życia parafialnego. Był
profesorem ortodoksyjnym. Nie należał do liturgistów
nadmiernie postępowych, choć zawsze widział potrzebę
reform w Kościele. Przestrzegał księży przed usuwaniem
bocznych ołtarzy, ambon, przyjmowaniem Komunii św. w postawie stojącej. W osłabieniu kultu Matki Boskiej,
świętych, aniołów widział
zakamuflowaną walkę z Chrystusem.
Urodził się 27 IX 1913 r. w Gliwicach w rodzinie
rzemieślniczej. Jego ojciec był cenionym murarzem,
specjalistą w zakresie budowy pieców martenowskich. Po
przeprowadzonym na Górnym Śląsku plebiscycie
w 1921 r. Gliwice znalazły się w granicach Niemiec. Jego
ojciec należał do Związku Polaków w Niemczech.
Z domu rodzinnego Wacław Schenk wyniósł głęboki
patriotyzm, umiłowanie śląskiej kultury, zamiłowanie do
pracowitości oraz wielką uczciwość i dokładność w pracy.
Po złożeniu egzaminu dojrzałości w Gliwicach w 1933 roku
odbył studia filozoficzne na Wydziale Teologii
Katolickiej Uniwersytetu Wrocławskiego oraz we Fryburgu
w Bryzgowi. W dniu 7 sierpnia 1938 r. przyjął święcenia
kapłańskie z rąk metropolity wrocławskiego - księcia
kardynała dra Adolfa Jana Bertrama.
Po przyjęciu święceń kapłańskich aż do swej śmierci
pracował w duszpasterstwie, jedynie w latach 1950-1952
pracował w charakterze wicerektora Wyższego Seminarium
Duchownego w Nysie. Z pracy wychowawczej
w Nysie musiał zrezygnować wskutek nacisku Urzędu do
Spraw Wyznań w Opolu. Wtedy to rządca
Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego - ks. inf.
Emil Kobierzycki skierował go na studia specjalistyczne
z zakresu liturgiki i historii Kościoła na Katolicki
Uniwersytet Lubelski. Studia te ukończył w dniu 23 VI
1955r. i uzyskał stopień doktora, na podstawie rozprawy pt. "Kult św. Stanisława Szczepanowskiego na Śląsku
w świetle średniowiecznych rękopisów liturgicznych
(XIII-XIV w.) Studium historyczno-liturgiczne" napisanej
pod kierunkiem ks. prof. dra hab. M. Rechowicza. Ukazała
się ona drukiem w 1959 roku. Praca ta po dzień
dzisiejszy jest pracą wzorcową dla tych badaczy, którzy
zajmują się kultem liturgicznym świętych na ziemiach
polskich.
Po uzyskaniu doktoratu Kuria Diecezjalna w Opolu podjęła
starania w Urzędzie do Spraw Wyznań, aby został
wykładowcą w Wyższym Seminarium Duchownym, ale władze państwowe nie wyraziły na to zgody.
Nie wyraziły również zgody na jego nominację
proboszczowską w parafii Dębie koło Opola. Dopiero po
tzw. odwilży październikowej władze wyraziły zgodę na
jego nominację na stanowisko proboszcza parafii
Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu (3 IV 1957 r.). W
1959 r. został wicedziekanem dekanatu bytomskiego
oraz duszpasterzem pracowników nauki na Śląsku Opolskim.
W 1967 roku został przewodniczącym Komisji do Spraw
Liturgii i Muzyki Kościelnej. W 1976 roku pierwszy
biskup opolski dr Franciszek Jop mianował go ojcem
duchownym kapłanów Diecezji Opolskiej i profesorem
Wyższego Seminarium Duchownego w Nysie-Opolu.
W 1981 roku został mianowany egzaminatorem prosynodalnym,
cenzorem kościelnym i członkiem
Consilium a Vigilantia oraz konsultorem diecezjalnym.
Papież Paweł VI odznaczył go w 1972 roku godnością
prałata. Po utworzeniu w Opolu przez drugiego biskupa
opolskiego prof. dra hab. Alfonsa Nossola Instytutu
Pastoralnego w Opolu (filii Wydziału Teologicznego KUL)
został również jego profesorem. W dniu 3 V 1970 r.
Towarzystwo Przyjaciół KUL nadało mu tytuł członka
założyciela. Pod koniec swego bardzo pracowitego życia
przystąpił do budowy nowej świątyni w Bytomiu przy ulicy
Chorzowskiej (kościół św. Anny -
Redakcja). Ogromnie cieszył się tym dziełem swego
pracowitego życia. Niestety, tragiczna śmierć (zginął
w wypadku samochodowym, wyjeżdżając z placu budowy -
Redakcja) nie pozwoliła mu uradować się ukończeniem
budowy.
W historii liturgii jego osoba stanowi pewną epokę. Z
jego bowiem nazwiskiem - obok biskupa prof. dra hab. M. Rechowicza - związane jest powstanie,
a następnie dynamiczny rozwój lubelskiej szkoły historii
liturgii. W wielu dziedzinach tej dyscypliny naukowej
zaczynał od podstaw. Zorganizował zakład
historii liturgii i podręczną bibliotekę. Jest pierwszym
Polakiem, który uzyskał (w 1973 r.) habilitację z
dziejów liturgii w Polsce. Pod jego kierunkiem powstało wiele wartościowych i pionierskich rozpraw z
zakresu
duszpasterstwa liturgicznego, liturgii Mszy św.
sakramentów świętych, kultów świętych Pańskich.
Profesorem był wymagającym. Jednakże studenci, tak
duchowni jak i świeccy, lgnęli do niego. Potrafił ich -
i to nie tylko w czasie seminariów naukowych -
inteligentnie i po przyjacielsku wprowadzać w arkana
wiedzy liturgicznej i historycznej. Był zawsze dla nich
dostępny. W okresie wakacyjnym wielu jego studentów
zjawiało się u niego w bytomskiej farze, aby pod jego
bezpośrednim kierownictwem, korzystając z Jego zasobnej
biblioteki, przygotować solidnie swe prace. W jego
bibliotece można było znaleźć takie prace, jakich nie
było
w innych bibliotekach państwowych czy kościelnych w
kraju. Studenci, którzy bodaj przez jeden turnus
znaleźli się w jego gościnnej plebanii, mieli stałe do
niego zaproszenie. Korzystali z tego zaproszenia bardzo
chętnie, gdyż utalentowany Mistrz i Profesor
magnetycznie przyciągał ich do siebie. W testamencie
swoją bibliotekę zapisał Instytutowi
Teologiczno-Pastoralnemu w Opolu. Za pobyt na plebanii i
wyżywienie księża studenci nie tylko nic nie płacili,
ale on jeszcze im płacił za celebrowane nabożeństwa. Był
człowiekiem ogromnie hojnym i dobrym także dla swoich
parafian. Wspomagał ludzi potrzebujących pomocy
materialnej
i ludzi biednych. Materialnie wspierał księży budujących
kościoły także poza Diecezją Opolską (w tamtych czasach
Bytom był podzielony między diecezje: opolską i
katowicką - Redakcja). Wiernym udzielał dobrych porad z
zakresu ziołolecznictwa. W wieku emerytalnym, którego
nie doczekał, zamierzał oddać się studiom
z zakresu ziołolecznictwa, aby pomagać schorowanym
kapłanom i ludziom świeckim.
Pobyt kapłanów w bytomskiej farze u tak życzliwego
ludziom Profesora był zawsze wielkim dla nich
przeżyciem. Czuli się u niego lepiej aniżeli we własnym
domu. Był człowiekiem bardzo wesołego i miłego
usposobienia. Dla kapłanów urodzonych poza Śląskiem pobyt na jego plebanii był dobrą
okazją dla
zapoznania się ze śląskim stylem duszpasterstwa
wielkomiejskiego, z głęboką pobożnością Ślązaków.
Dorobek naukowy Profesora jest merytorycznie bardzo
doniosły dla polskiej nauki. Jest on prawie w całości
oryginalny i stanowi klucz do specjalistycznych badań w
Polsce w zakresie dziejów liturgii w Polsce
i duszpasterstwa liturgicznego. Zapoczątkował
inwentaryzację rękopisów liturgicznych w Polsce. Wielką
jego zasługą jest opracowanie - przy współpracy kapłanów
opolskich: W. Globischa, A. Hanicha, P. Pyrchały
i H. Sobeczki - Agendy Liturgicznej Diecezji Opolskiej.
Głównym motywem podjęcia się tego dzieła był troska
Profesora, aby ożywić w powojennej rzeczywistości dawne
religijne praktyki i zwyczaje liturgiczne Ślązaków oraz
zdynamizować jeszcze ich głęboką pobożność. Pobożność
ludowa była częstym tematem jego wykładów,
a nawet prywatnych rozmów.
Dobra znajomość języków obcych umożliwiała mu aktywny
udział w międzynarodowych zjazdach naukowych
i sympozjach naukowych w kraju i poza jego granicami.
Bardzo często występował na nich z własnymi referatami.
Jego referaty przyciągały szczególnie uczestników
Wrocławskich Dni Duszpasterskich oraz duszpasterskich
zjazdów pastoralnych organizowanych przez Katolicki
Uniwersytet Lubelski.
Istoty odnowy liturgicznej upatrywał nie tyle w burzeniu
dawnych form pobożności, co w jej ożywianiu,
w świetle uchwał Soboru Watykańskiego II. W swym
kościele parafialnym nie urządził do końca życia ołtarza
soborowego. Dlatego też nie celebrował Mszy św. twarzą
do ludu. Istoty odnowy liturgii Mszy św. upatrywał
w głoszeniu codziennej homilii dla wiernych, po
codziennym rozmyślaniu i dobrym rachunku sumienia.
Upowszechniał wśród wiernych najpiękniejszą po Mszy św.
modlitwę różańcową, która jest streszczeniem
całej Ewangelii. Był gorącym rzecznikiem kultu świętych
Pańskich. Dbał o piękną oprawę nabożeństw paraliturgicznych. Zadziwiał wszystkich
kapłanów umiłowaniem konfesjonału. W Bytomiu był drugim
św. Janem M. Vianneyem. Spowiednikiem był bardzo
delikatnym, roztropnym, dobrym, dlatego też miał zawsze
wielu penitentów. Pouczał nieraz młodych kapłanów, iż
dobrze rozumiana kultura spowiedzi nie pozwala poruszać
poza konfesjonałem jakichkolwiek tematów związanych ze
spowiedzią. Na dyskrecję z zakresu tajemnicy spowiedzi
był bardzo wyczulony. Był kapłanem bardzo pobożnym, ale
nie eksponował nigdy
ducha swej wielkiej i autentycznej pobożności. Odznaczał
się głębokim nabożeństwem do Matki Boskiej Piekarskiej.
Jednym z wyrazów Jego wielkiego szacunku do kapłaństwa
było stałe noszenie sutanny. Bez sutanny się go nie
spotykało. Podróżował zawsze w sutannie. Nawet gdy
nieraz udawał się autostopem na wykłady, był zawsze
w sutannie. Nie miał bowiem własnego samochodu. Z
drugiej strony, był bardzo tolerancyjny dla tych
kapłanów, którzy nie chodzili w pełnym stroju duchownym,
tylko w koloratce. W czasie podróży miał przedziwny dar
nawiązywania serdecznych rozmów z przygodnymi
pasażerami, szczególnie zaś z kolejarzami.
W rozmowach wypowiadał pełną prawdę i jasno formułował
swoje poglądy. Nie ranił jednak nigdy swych rozmówców-oponentów.
W pamięci, tych, którzy go bliżej znali zapisał się jako
kapłan autentycznie dobry, szczery, życzliwy, przyjazny
ludziom, bezkonfliktowy. Przez jego przedwczesną śmierć
nauka polska poniosła wielką stratę. Odszedł bowiem do
wieczności w pełni sił twórczych. Zaskarbił sobie
wdzięczność tych, którzy go bliżej poznali. Znakiem owej
wdzięczności był liczny udział profesorów z całej Polski
oraz kapłanów i wiernych na czele
z biskupem opolskim - prof. Alfonsem Nossolem i biskupem
Janem Wieczorkiem. Na miejsce wiecznego
spoczynku odprowadzało go 300 kapłanów i około 50 000
wiernych, głównie z Bytomia.
Zamierzał napisać rozprawę o życiu pozagrobowym. Nigdy w
swej obecności nie pozwalał mówić o zmarłych, że nie żyją. Tłumaczył, że oni żyją,
myślą o nas i nam pomagają. Niektórzy z nich potrzebują
pomocy od żyjących. Ksiądz Profesor zmarł 29 X 1982 r. i
choć odszedł, także żyje.
Od redakcji serwisu tradycja.org: Istnieje
pisemne świadectwo księdza diecezji gliwickiej -
podówczas ministranta - który w latach 70-tych ubiegłego
wieku w macierzystej parafii ks. Schenka służył mu do mszy prywatnych, gdy ten był
na urlopie. Była to zawsze msza trydencka. Ks. Schenk aż
do 1945 roku używał imienia Wentzel. Jego językiem
macierzystym był niemiecki. Do końca życia mówił po
polsku z silnym akcentem.
|